Trzy grosze - II
Professor Jan Nuckowski
1. Apr. 2026 • 3 Min. Lesezeit
Długa historia sposobu utrwalenia myśli i wiedzy trwała wieki i co ciekawe nie ograniczała się do jednego miejsca czy obszaru kuli ziemskiej. Od pisma piktograficznego, poprzez ideograficzne i inne pomysły, dotarło do pisma fonetycznego w którym dźwiękom mowy przypisano konkretne znaki. Tak powstał alfabet, który okazał się być najłatwiejszy w użyciu. Czas pokazał, że alfabet łaciński i związana z nim kultura łacińska – cywilizacja łacińska, okazała się być jedną z najpotężniejszych na naszym globie.
Ten akapit, to bieg na przełaj przez historię jednego z najważniejszych aspektów cywilizowania się człowieka. Oczywiście czytający mają prawo mieć do mnie poważne pretensje, że pominąłem wiele etapów i fascynujących momentów w tym procesie, zwłaszcza w części dotyczącej prac nad poszukiwaniem pisma. Jednak ten tekst nie jest wstępem do opasłej książki, bo taki musiał by być pełny opis tych wieków.
Osobiście mniej mnie interesują zagadnienia „techniczne” komunikacji, niż jej głęboki sens, przekaz i zrozumienie mechanizmu tego procesu. Jak to osiągnąć, przy pomocy jakich technik, jest dla mnie rzeczą drugoplanową, choć byłoby brakiem rozwagi jej lekceważenie.
Ponieważ wszystko zaczyna się od słowa, nazwy, to zacząłbym od etymologii. „Komunikacja” wywodzi się (a nie pisałem?) z łacińskiego „communicatio” i znaczy łączność i, lub rozmowę. Co ciekawe „communicatio” z kolei wywodzi się z „communicare” – dzielić się, czynić wspólnym.
W moim odczuciu to „dzielenie się” jest piękne już samo z siebie. Wszak, żeby się dzielić, musi się coś mieć. Posiadam coś, czym zamierzam się dzielić. W komunikacji interpersonalnej nadawca dysponuje wiedzą, którą pragnie przekazać komuś, kto stanie się odbiorcą. Wymieniłem dwa skrajne, ale i najważniejsze elementy, składające się na schemat komunikacji międzyludzkiej. Proces zachodzący pomiędzy nadawcą a odbiorcą jest skomplikowany, składa się z wielu elementów, i w tym, krótkim z konieczności tekście, nie da się wszystkiego precyzyjnie wytłumaczyć. Należy wspomnieć kodowanie informacji, czyli odpowiednie jej przygotowanie, tak by odbiorca poradził sobie z jej odczytaniem, czyli potrafił ją odkodować. Użyłem pojęcia informacja, jako, że jest to sedno komunikacji – mam dla ciebie informację i zamierzam, chcę ci ją przekazać. To moja wola by to zrobić, i uczynię wszystko by ją przekazać. Ten wspomniany akt woli jest w moim odczuciu bardzo istotny.
W procesie komunikacji wizualnej, z założenia odpowiednio przygotowanej - adresowanej do receptora wzroku, dochodzi do sytuacji kiedy wola nadawcy odgrywa kluczową rolę. Komunikacja wizualna jest niebywale „czułym” procesem, w którym nieprzewidziane, subtelne składowe przesłania mogą go istotnie zdeformować. Moje, nadawcy, nieopatrzne gesty, decyzje, mogą zostać odebrane jako konkretne znaki, w istocie nie mające z główną informacją komunikatu niczego wspólnego, a jednak mogą go zdeformować,
a nawet całkowicie zniweczyć.
Muszę jako dygresję wspomnieć, że niektóre opracowania stawiają hipotezę, że komunikacja wizualna stanowi prawie 90% wszelkiej docierającej do nas informacji.
Znak to pojęcie condicio sine qua non komunikacji wizualnej. Znakami zajmuje się semiologia, której początki datuje się na przełom XIX i XX wieku. Może się to wydawać dziwne, ale semantyka nie dopracowała się jednej ostatecznej definicji tego pojęcia. Problematyka znaku jest tak złożona, tak wieloaspektowa, że jest to niemożliwe? Jedna z nich brzmi nieomal jak kalambur – „znak, to jest coś, co zastępuje coś innego, czego tutaj i w tej chwili nie może być”. Przykładem niech będzie znak drogowy – „uwaga, ostry zakręt w lewo”, zastępuje tenże zakręt i go uprzedza, dzięki czemu zwalniamy i pokonujemy go bezpiecznie.
Istotą znaku jest to, że my je konstytuujemy. Skleiliśmy, nasi przodkowie, dźwięki przez nich wydawane z obiektami i w ten sposób uczynili z nich znaki, znaki dźwiękowe. Oczywiście w tym sensie nie wiedzieli, że oto kładą podwaliny semiologii. Osobiście przekonuje mnie definicja Mieczysława Wallisa - ...można prowizorycznie zdefiniować znak jako przedmiot spostrzegany zmysłowo, utworzony lub używany przez pewnego nadawcę po to, by dzięki pewnym swym własnościom wywoływał w pewnym odbiorcy myśl wyobrażenie, pojęcie, sąd lub pewne ich połączenie o przedmiocie innym niż on sam... Należy też wspomnieć inną definicję, wybitnego filozofa, matematyka i artysty, Leona Chwistka - ...każda rzecz może być uważana za znak i żadna rzecz nie jest sama przez się znakiem. Wszystko zależy od umowy zawartej z góry... Pojawia się wspomniana już wola, wola uczestniczenia w umowie – to ja używam czegoś jako znaku czegoś innego, jakiś obiekt czynię wehikułem konkretnego znaczenia, informacji.
Tu pozwolę sobie na dygresję. Zwróćmy uwagę na fakt, jak wiele „umów” zawieramy i stosujemy się do nich, tak naprawdę nie będąc świadomi momentu ich zawarcia.
Dalej w części III